"Saoirse" - Leszka

Leszek kupił jacht morski klasy Eventide 26, poczytajcie o jego zmaganiach z remontem.

Koniec rozbierania Saoirse - zaczyna się odbudowa...


Mój jacht nazywa się Saoirse, co po irlandzku znaczy - wolność.

Zbudowany został w 1962 roku (a przynajmniej tak sądzi jego poprzedni właściciel).
Ma 8 metrów długości, 2,5 metra szerokości i 3,6 tony wyporności. Otaklowany j est jako kuter o podstawowej powierzchni żagli - 34 m. kw.
Znalazłem go na ebay'u. Cena wyjściowa 0,99 funta i brak rezerwy.
Zadzwoniłem i okazało się, że są gotowi sprzedać ją poza ebay'em. Cena - równowartość kosztów cumowania w marinie przez rok.
Okazało się, że jacht został porzucony przez poprzedniego właściciela, a jego zobowiązania wobec mariny przekroczyły wartość jachtu. W związku z tym marina przejęła jacht na własność i sprzedaje go za równowartość długu.

Tak wyglądała kiedy zobaczyłem ją pierwszy raz.
Saoirse


W środku było 20 centymetrów wody ponad poziom podłogi a zapach pleśni i stęchlizny aż gryzł w gardło. W sumie nie powinienem jej kupować ale ... wiecie jak to jest jak człowiek się napali.
Marzena, moja partnerka, powiedziała mi później, że wiedziała, że ją kupimy jak tylko ją zobaczyła.

Później było dwa miesiące szukania miejsca w okolicy Oxfordu, dogrywanie transportu, slipowania i takich tam. W końcu, na początku czerwca przewiozłem Saoirse do Oxfordu.
Tu jest o tym film: http://www.vimeo.com/1704392
Zacząłem szlifować farbę i niestety odkrywać, że czeka mnie trochę więcej pracy niż myślałem.
Poniżej kilka zdjęć z planami i rysunkami konstrukcyjnymi. Niestety nie zachował się kompletny zestaw planów. To co jest to zbiór rysunków pochodzących z różnych dokumentacji.
Większość to plany Eventide 24 - mniejszego i chronologicznie starszego brata mojego jachtu.
Poniżej kilka z nich.

saoirse

Na tym rysunku widać odręczny szkic powiększenia kabiny.

Jest to też wersja z długim kilem. Pierwsze wersje miały płetwę kilową oraz skeg. Tak wyglądały wczesne wersje. Późniejsze miały bukszpryt i otaklowane były jako kuter.
sylwetka jachtu

To są rysunki teoretyczne wersji stalowej. Tu najlepiej widać kształt wręgów.
Praktycznie wszyscy właściciele, prędzej czy później, wypełniali przestrzeń pomiędzy kilem a skegiem i dokładali bukszpryt. Chodziło o lepsze zrównoważenie jachtu. Pierwotnie był bardzo nawietrzny.

Saoirse

(nareszcie jakaś fotka z remontu :-) - przyp. Adam)



I dalszy ciąg nowego życia "Saoirse"

Poniżej jest rysunek z zaznaczonymi na czerwono polami.
Są to miejsca, w których będę musiał wymienić poszycie.
Jak widać jest tego trochę.

Remont jachtu morskiego Saoirse

Ze starego jachtu pozostanie ok. 40%.
W związku z tym mam dylemat. Czy zorganizować ognisko z pieczeniem kiełbasek dla całej oxfordzkiej polonii, czy wykorzystać okazję i gruntownie przebudować jacht.
Ponieważ muszę wymienić pas sklejki biegnący przez całą długość kadłuba, to aż się prosi żeby podwyższyć trochę burty.
Na stronie stowarzyszenia sugerują żeby tak zrobić wszystkim, którzy budują Evendide'y od podstaw lub, jak ja, przeprowadzają gruntowny remont.
Dodanie 8-10 centymetrów do pasa burtowego i 5 cm do backdeck'u nie powinno drastycznie zmienić stateczności.
Zresztą prawie wszyscy właściciele dodają ok. 200 kg balastu.
Wiąże się to z dużą ilością pracy, ale korzyść jest ogromna - będę się mógł w środku wyprostować !!!

Na moje szczęście cała rama jachtu (z wyjątkiem wzdłużników łączących burtę z dackdeckiem) jest zdrowa. Podniesienie burt wiąże się z poszerzeniem kadłuba.
Przyglądałem się mu dzisiaj ze wszystkich stron i wygląda, że będę mógł wykorzystać całe ożebrowanie pokładu.
Po podniesieniu burt o 10 cm kadłub poszerzy się o jakieś 3 cm z każdej strony. Niewiele to, i powinno się udać "rozgiąć" ramę pokładu. Tym bardziej, że żebrowanie pokładu jest połączone (burta-burta) tylko w części dziobowej i tylko dwoma pokładnikami. Przez resztę długości jest kabina i kokpit.
To znaczy, będzie miejsce na kabinę i kokpit jak tylko skończę rozbierać to co jest do wymiany.
Potrzebuję materiał na przedłużenie wręgów głównych, wręgów backdeck'u i oba główne wzdłużniki.
Niewiele, ale to i tak będzie ze 300 stówy (funty brytyjskie). Iroko jest drogie.

Co można znaleźć w toalecie

Żyję w kraju, w którym jak coś nie działa to ląduje w śmietniku.
W większości przypadków dzieje się tak dlatego, że naprawa kosztowałaby tyle co nowy sprzęt. A jeśli to coś opłacałoby się naprawić, to najczęściej nie można znaleźć kogoś, kto potrafiłby to zrobić. A jak już znajdziemy fachowca to wrzaśnie taką kwotę, że spodnie spadają.
Dzięki takiemu obrotowi spraw stałem się dzisiaj właścicielem silnika. Pytacie co ma piernik do wiatraka? Śpieszę wytłumaczyć.
Będąc we wtorek na stoczni poczułem przemożną potrzebę pójścia w krzaki. To znaczy chciałem pójść do toalety ale na zamontowanie takowej Steve jeszcze nie zarobił. Ma tę stocznię dopiero 5 lat. A nawet gdyby mu ją (toaletę) ktoś sprezentował, to nie ma GDZIE jej zamontować.
Jedynym budynkiem na stoczni jest okrętowy kontener a przyspawanie ceramiczneg pisuaru do stalowej ściany jest mocno karkołomnym zadaniem. Nawet dla tak dobrego spawacza jakim jest Steve.
No więc idąc w te krzaki zawadziłem nogą o COŚ. Po bliższym oglądzie okazało się, że to silnik. Generalnie dokładnie taki jakiego szukam. Dwa cylindry, 15-20 koni, masywny z dużym kołem zamachowym.
Kiedyś się pewnie popsuł, ktoś wymienił go na nowy a ten położył pod płotem, przykrył kawałkiem sklejki i pewnie pomyślał: "kiedyś się za niego wezmę". I od tamtej pory urosło na nim już kolejne pokolenie pokrzyw. Na początku myślałem, że to Bukh. Ale dzisiaj okazało się, że to Volvo Penta MD2B.
Zagadnąłem dzisiaj Steva delikatnie czyj on jest i czy ten ktoś może, w przypływie dobrego nastroju nie zechciał by go za symboliczną, nie przekraczającą np: 200 funtów cenę, sprzedać.
Jeszcze nie skończyłem a Steve na to "a weź go sobie. Jest twój". I jeszcze na odchodnym powiedział mi, że działa ale bardzo dymi. Lekko oszołominony poszedłem do swojej niedoszłej toalety, żeby dokładnie obejrzeć przyszły napęd pomocniczy Saoirse.
Cóż, ujmę to tak: na pewno będzie z niego dobra kotwica do boi. A czy będzie znowu silnikem - czas pokaże.
Powalczymy o to.

Cechy narodowe

Jedną z cech wspólnych dla obu narodowości (polskiej i angielskiej) jest absolutne przekonanie, że "...ja wiem lepiej i dlatego zrobię po swojemu". A budowniczy Saoirse jest tego najlepszym przykładem.
Zgodnie z planami odelgłości pomiędzy wręgami począwszy od nr.2 do przedostatniego powinny wynosić 610 mm (24 cale).
A mój wiedzący lepiej budowniczy, żeby ułatwić sobie sprawę, dowiązał wręgi do denników trzymających balast i mam wręgi rozstawione co 457.5 mm (18 cali).
A swoją drogą znaczy to, że budował Saoirse na wręgach roboczych a te w jachcie były wklejane po uformowaniu kadłuba. Albo był takim fachmanem, że rozrysował sobie nowe wręgi.
Efekt tego jest taki, że plany budowlane są dla mnie właściwie bezużyteczne.
Chcę podwyższyć burty i miałem nadzieję, że dałoby się po wprowadzeniu wymiarów do np: CAD'a wyrysować nowy kształt burty i wiedzałbym o ile muszę przedłużyć poszczególne wręgi.
A tak będę musiał robić to "w powietrzu".
Dokładne pomierzenie jachtu (żeby uzyskać wymiary istniejących wręgów) jest zbyt skomplikowane a wklejanie nowych, we właściwe miejsca, bez sensu.
Zresztą, mam w rodzine zawodowca to przedyskutuję z nim problem. Może jednak dałoby się to zrobić "naukowo" a nie "na oko".

Dostałem maila od Johna Williamsa - prezesa Stowarzyszenia EOG. Dostałem własną zakładkę na stronie budowniczych. Tu jest adres http://www.eventides.org.uk/builder30.htm
To zobowiązuje, nie mogę dać ciała :)).
A swoją drogą to leń z niego. Mógł wpisy jakoś zedytować a on, po prostu, wyciął zdania z mojego maila i wstawił obok zdjęć.
Będę musiał zacząć pisać angielską wersję bloga. W końcu zacznę naprawdę pracować nad swoim angielskim :D.

Z ostatniej chwili: na jachcie już nie ma pokładu a z kabiny został tylko dach.
Jutro powinienem skończyć demolowanie Saoirse. Od przyszłego tygodnia zaczynam ODBUDOWĘ.

Remont morskiego jachtu Saoirse

poniedziałek, 01 grudnia 2008

Hmm ...    Mam ogromną "zagwostkę". Jestem na etapie, kiedy muszę podjąć decyzję jak będę odbudowywał Saoirse. Czy po prostu wymienić spróchniałe elementy poszycia i mieć bezpieczny, ale ciasny jacht przybrzeżny, czy pójść na całość?

Korci mnie, żeby podnieść burty i kabinę.
Mielibyśmy wtedy wygodny jacht na Śródziemne. Może Atlantyk.
Ale to znaczy, że muszę przedłużyć wręgi i zmienić mocowanie pokładu.
Jeśli zacznę jutro demontować grodzie i wręgi backdeck'u to nie ma odwrotu.
Nie poskładam jej już do kupy a boję się, że nie dam rady przebudować Saoirse na większy jacht.
Nie jestem szkutnikiem.

>

niedziela, 21 grudnia 2008

Będzie pływać
Nic nie napisałem przez dwa tygodnie bo podejmowałem decyzję.
Zaczęło się od tego, że grzebiąc po internecie znalazłem kilka nowych stron z używanymi jachtami.
Po bliższym przyjrzeniu się ofercie okazało się, że za cztery do siedmiu tysięcy mogę kupić jacht wielkości Saoirse. Wyposażony, zwykle z jakąś elektroniką, dodatkowymi żaglami i silnikiem. Co znaczy, że po 3-4 miesiącach nieśpiesznej pracy polegającej głównie na sprzątaniu i trymowaniu mógłbym pływać. A przecież o to mi chodzi.
Nie mam zamiaru być profesjonalnym szkutnikiem (a będę nim jak skończę z Saoirse :)).

Biorąc pod uwagę powyższe oraz to, że remont zajmie mi cały następny rok, zacząłem się poważnie zastanawiać czy to ma sens. Może jednak kupić pływający jacht?
Bo przecież jakbym zaczął robić overtime'y to spłaciłbym zakup w ciągu następnego roku. Tylko znowu jak zacznę pracować 6 dni w tygodniu, to kiedy będę żeglował?! Kwadratura koła!!!

Tak więc przez dwa tygodnie miałem zagwostkę.
Ilość pracy jaką będę musiał włożyć w remont Saoirse jest ogromna.
A do tego zupełnie się na tym nie znam.
Z drugiej strony jak ją skończę to będę pewny jachtu. Będę znał każdą śrubkę a to jest ważne. Ponieważ nastała niemiłościwie nam panująca recesja, to nie zanosi się żebyśmy w najbliższej przyszłości kupili lepszy (większy) jacht. Więc jeśli mamy spędzić rok na śródziemnym na Saoirse (takie są plany na "zadwalata") to jacht musi być bez zarzutu. I jeśli mam zapomnieć o kupnie gotowego (używanego oczywiście :)) jachtu to jak mam "pociągnąć" remont?
Wspomniałem już o tym wcześniej, że myślę o podniesieniu burt. Ale to znowu znaczy, że będę musiał rozebrać cały pokład i backdeck. Ogołocić jacht aż do burt (poszycie, rama, wzmocnienia - wszystko). A wtedy już nie będzie odwrotu, nie złożę Saoirse do kupy w starym kształcie.
Inną opcją byłoby zrobienie minimalnego remontu. Wymienić tylko to co konieczne, najtaniej jak to tylko możliwe. Postawić na wodzie, przez dwa lata pływać ucząc się "fachu" a potem sprzedać. T aka opcja bardzo angielska :). W międzyczasie odłożylibyśmy pieniądze na "śródziemnomorski" jacht.

Tak mniej więcej sobie dumałem siedząc w domu przez dwa tygodnie.

Wolne miałem, bo firmę mi zamknęli na święta a Marzenie zakomunikowałem, że mam depresję i muszę pobyć chwilę z własnymi myślami:). Biedna dziwczyna, ale ona się ma ze mną!

A o losie Saoirse zdecydował mój sentymentalizm. Od kiedy zacząłem budować swoje nowe życie w Anglii postanowiłem, że absolutnym priorytetem będzie dla mnie niezależność.

Być wolnym - tego chciałem.

Kiedy decydowaliśmy o kupnie jachtu nawet nie zainteresowałem się co znaczy jego nazwa. Po powrocie sprawdziłem i pamiętam, że ciarki mi przeszły po plecach.
Saoirse to po irlandzku znaczy wolność.
Tak sobie pomyślałem siedząc i depresując się, że może to znak :). A może tylko przypadek. Jeśli tak, to ten przypadek ocalił Saoirse od skończenia jako ognisko. I przedłużył jej żywot o jakieś 30 lat. A mnie podarował możliwość zrobienia czegoś "tymy rencami".
****
środa, 07 stycznia 2009

Rabat
Dzisiaj spotkało mnie coś naprawdę miłego.
Pojechałem kupić drewno na nowe wręgi.
Za ladą w składzie stał Anglik reprezentujący, na pierwszy rzut oka, typ wredny. A nawet ultra-wredny. Odpowiadał monosylabami, patrzył spod daszka czapki. Okazało się, że mają bardzo dobre ceny. Niewiele więcej niż w hurtowni i 30% taniej niż u konkurencji. Pomyślałem, że trochę to zrekompensuje jakość obsługi. Poszedłem do magazynu zapytać się na kiedy mogą mi przygotować towar i obgadać cięcie. Okazało się, że za godzinę mogę odebrać i do tego będę miał w długościach jakich potrzebuję. Bałem się, że będą chcieli mi wcisnąć towar "z metra" a ja nie mogę kleić wręgów z części (tzn. mogę, ale nie chcę).
Wracając do sklepu myślałem, że jest coraz lepiej. Pomijając kolesia za ladą, to trafiłem na niezłe miejsce. W trakcie wypisywania rachunku zapytał mnie do czego potrzebne mi to drewno. Kiedy powiedziałem, że odbudowuję jacht popatrzył się na mnie, mruknął: "Hold on, mate" i zniknął na zapleczu.
Kiedy wrócił dopisał na dole rachunku -20%!!!
I uśmiechnął się!!!
Szczęka mi opadła.

piątek, 16 stycznia 2009

Turning point Punkt zwrotny

Wczoraj wykonałem pierwszy element, który wsadzę do łódki a nie z niej wyciągnę.
Tłumacząc z mojego na polski to skończyłem demontować elementy do wymiany i zacząłem odbudowę.
Ważna informacja dla myślących o zakupie jachtu do remontu.
Jeśli będziecie to robić "po godzinach" to czas, który sobie założycie na wykonanie remontu pomnóżcie przez 5. Albo lepiej przez 10.


A oto wspomniany element - część burtowa wręgu nr. 1-lewy (Adam: wygląda całkiem porządnie zrobiony...)
remont jachtu morskiego

Koniec rozbierania Saoirse


****
środa, 28 stycznia 2009
Co zamierzam zrobić
No dobra! Przyszedł czas na to, żeby głośno powiedzieć jakie są plany remontu (odbudowy?!). Moment ważny, bo nie będzie już odwrotu.
Powiedziane głośno - nie ma wyjścia, musi być zrobione.
Porywam się, jak to moja mama mówi "... z motyką na słońce", bo ani się na szkutnictwie nie znam, ani tego wcześniej nie robiłem.
Jedyne co pozwala mi w miarę spokojnie patrzeć w przyszłość to - łeb na karku całkiem niegłupi i dwie ręce -lewa i prawa :))). Lewa zrobi a prawa poprawi :D.

Po pierwsze podnoszę burty o 4 cale.
Jest to sugestia samego konstruktora Eventidów. 40 lat po zaprojektowaniu E26 powiedział, że jeśli ktoś zdecydowałby się budować ten jacht teraz powinien podnieść burty o 3-4 cale (7.5-10 cm.) i backdeck o 2-3 cale.
Jednocześnie należałoby zwiększyć masę balastu z 1660 lb. do minimum 2000 lb., czyli do ok. 1 tony. Zresztą powiększenie balastu polecają wszyscy właściciele E26, nawet bez podnoszenia burt. Przy okazji podnoszenia burt chcę zlikwidować, zbyt duże moim zdaniem, "siodło" na śródokręciu (dziwnie brzmi to określenie w stosunku do jachtu).
Mam wrażenie, że w trakcie budowy popełniono błąd ustawiając wręgi na helingu i Saoirse ma zbyt zadartą rufę.
Na rysunku zaznaczyłem na czerwono obecne położenie wzdłużnika burtowego a na niebiesko - planowane.

Nowa burta:
remont jachtu morskiego

Żeby podwyższyć burty muszę przedłużyć wręgi. Zamierzam to zrobić doklejając do istniejących wręgów nowe - dłuższe.
Nowy przebieg wzdłużnika burtowego wyznaczę "na oko". Likwidacja siodła nie pozwala po prostu przenieść wzdłużnika o 4 cale wyżej. Poza tym, jak widać na rysunku, nie podwyższam mocowań wzdłużnika na rufie.
Z drugiej strony różnice nie są aż tak duże, żebym musiał prosić o pomoc zawodowego projektanta.
Generalnie do wręgu nr. 8 wymiar będzie prawie dokładnie przeniesiony a potem wzdłużnik poprowadzę prostopadle do wręgów. Poza tym - nie święci garnki lepią.

Backdeck podnoszę o 3 cale i "pociągnę" go aż do samej rufy.
I tu dochodzimy do największej zmiany konstrukcyjnej jaką chcę wykonać, czyli przedłużenie dziobnicy i podwyższenie rufy. Saoirse straci tym samym cechę charakterystyczną klasy czyli obniżoną część kokpitową kadłuba, ale płakał z tego powodu nie będę. Szczerze mówiąć nie bardzo rozumiem zamysł konstruktora w tej kwestii.
Podejrzewam, że chodziło o to, żeby można było łatwiej dostać się na łódkę, kiedy w czasie odpływu siedziała na dnie.
Drabinek na rufie jeszcze nie wymyślono.

Podnoszę też dach pokładówki w strefie zejściówki a samą zejściówkę przesuwam trochę w prawo od osi jachtu. W wygospodarowanym miejscu będzie kabina sanitarna. Miejsca w niej będzie tyle samo co z przodu a o wiele wyżej.
Pokładówka będzie też przesunięta trochę do dziobu w stosunku do istniejącej. Powiększy to bardzo niską kabinę dziobową.

Na rysunku poniżej: na zielono - nowy backdeck, na czerwono - nowa pokładówka, na żółto - osłona kokpitu.

remont jachtu morskiego a tak wygląda oryginał
remont jachtu morskiego

Taki jest plan. Mam nadzieję, że do końca lipca uda mi się to wszystko zrobić i całość polaminować.

A tak Saoirse wygląda obecnie:

remont jachtu morskiego

remont jachtu morskiego

remont jachtu morskiego


Następne fotki wstawię zaraz po otrzymaniu ich od Leszka (dop. Adam)