Pomeranka drewniany jachcik

Janek buduje śliczną Pomerankę wg projektu p. Maderskiego
Poczytajcie co napisał - ale przede wszystkim zobaczcie co robi !
Janek - Razem z Tobą czekamy na wiosnę ... :-) i dalszą część opisu budowy.


Część druga - (wakacje 2009)
Część trzecia - (jesień 2009)


KONSTRUKCJA

Łódka, którą buduję to POMERANKA 450 projektu p. Janusza Maderskiego. http://www.maderskiyachts.alpha.pl/pomerank.htm Polecam też całą stronę p. Maderskiego.


jacht drewniany pomeranka Założenia jakie przyjąłem przy wyborze projektu:
  • -konstrukcja lekka, a więc mała, dająca się siłami załogi wyciągać na plażę
  • -tania- czyli otwarto pokładowa
  • -drewno, nie sklejka
  • -styl klasyczny czy retro, jak kto woli
  • -dzielna
  • -mocna konstrukcja - ze względu na sztrandowanie
  • -wybudowana już i opływana- sprawdzona


  • Buduję na działce pod moim rodzinnym miastem - Lublinem, w wakacje, gdy jestem w domu ( studiuję w Gdańsku :). Stąd praca posuwa się do przodu tylko w sezonie.

    KLEJENIE

    Żywica epidian 5 z utwardzaczem PAC, 60-70% wagi utwardzacza na 100% żywicy.
    Klej zagęszczony pyłkiem drzewnym.
    Literatura podaje, że przy żelowaniu E5+PAC na styku spoiny z powietrzem powstaje tzw. polep, czyli lepka warstewka, którą należy bezwzględnie zeszlifować, jeśli chcemy coś jeszcze kleić na wierzchu. Taki klej będzie przyjmuje bejcę, koloryzuje się bardzo ładnie.

    Do momentu rozpoczęcia poszywania zużyłem ok 1/3 kg żywicy.

    Tak na marginesie: dziobnicę i tylnicę kleiłem wzdłuż z dwóch kawałków. Na przyklejenie jednej listewki (15x15) (smarowane obustronnie) zużywam ok. 30-35 g żywicy.
    Czas żelowania jest wystarczający żeby spokojnie pracować , nawet ok. 40 min.
    Smarować obie klejone powierzchnie.

    MATERIAŁ

    Ze znalezieniem materiału nie miałem większego problemu.
    Za suchą sosnę 1 kl. zapłaciłem 1100/kubik , za dąb 2300 czy 2500 (rok 2008).
    W sumie cały materiał (sosna 1 kl., dąb 1 kl., sosna deska szalunkowa na heling, jakieś kozły, półki i inne organizacyjne) kosztował 2300 zł.
    Spisuję wszystkie wydatki, po skończeniu budowy będę znał koszt całkowity.

    Konstruktor przewidział wręgi sosnowe, wykonałem dębowe. Ławki w kokpicie będą drewniane (sosnowe)- nie ze sklejki. Obawiam się, że sosny będzie za mało, mimo że dodałem ok. 30 %.

    Przy obginaniu- szczególnie na rufie (szpicgat) listewki trzeba wygiąć naprawdę silnie. Na 6 do tej pory przyklejonych pękła tylko jedna.
    Na listewki na poszycie nadaje się oczywiście tylko część takiej pierwszoklaśnej deski.
    Pytałem p. Maderskiego o poszycie modrzewiowe, jest ono równowartościowe ze sosnowym, jednak modrzew, który oglądałem był zdecydowanie bardziej sękaty.

    ZMIANY WZGLĘDEM ORYGINALNEGO PROJEKTU

    Zmiany o jakich myślę to:
  • -wręgi dębowe
  • -falochron na dziobie,
  • -ławki w kokpicie wycięte w lekki łuk,
  • -listwa odbojowa podfrezowana, tak, aby woda skapywała do wody, a nie robiła zacieków na burtach.
  • -rozważam zrobienie masztu dłuższego o 20 cm, aby w przyszłości dokładać kliwer na zakładanym bukszprycie i topsel - na wiatry słabe
  • - być może bakisty pod ławkami
  • - kształt zakończenia dziobnicy na taki, jaki mają klasyczne Pomeranki
  • - oblaminowanie czymś na kształt WestSystem, czyli w żadnym wypadku nie zakrywającym drewna.


  • CZAS

    13 dni pracy (średnio 9-10 h) zajęło mi przygotowanie do poszywania, czyli heling, wręgi, ustawienie wręgów, stępka, ukosowanie, dłutowanie dziobnicy i tylnicy

    PLANY NA EKSPLOATACJĘ

    Oczywiście Zatoka Gdańska i polskie (a może i dalej?) wybrzeże.

    "WSPOMNIENIA" Z BUDOWY

    Na początku był heling :. Nie, na początku była stodółka zawalona sianem i marzenie...

    Heling zrobiłem z deski szalunkowej, calówki. Skręcany jest śrubami do drewna fi8. Ma długość 5 m, szerokości nie pamiętam, ale jest za duża. Chciałem, żeby był stabilny, ale przy skrajnych (a więc wąskich) ramach wręgowych musiałem nieźle kombinować, żeby go przerobić. Powinien być węższy o 30-40 cm.
    Są różne propozycje konstrukcji helingu w Internecie, ja polecam tę, którą wybrałem (widać na zdjęciach).

    Heling ustawiłem w idealnie poziomie, po czym wyznaczyłem linię wodną na wszystkich pionowych deskach, do których mają być później przymocowane wręgi.
    Sprawdzałem 10 razy, poprawiałem 11, od tego zależy dokładność i nie "spaczenie" konstrukcji.
    Wszystko staram się robić w myśl górniczej zasady "sprawdzone sprawdzić, przykręcone przykręcić, poprawione poprawić", nie spieszę się.
    Elementy ram wręgowych są sklejone i skręcone śrubami nierdzewnymi.
    Na każdej ramie jest namalowana linia wodna i środek.
    Według tego mocuję je na helingu.
    Ważne jest, aby usztywnić cały heling wraz z ramami, tak, aby wszystko stanowiło zwartą całość odporną na krzywienie się.
    Zastrzały i usztywnienia porobiłem, gdzie tylko się dało.
    Efekt tego jest taki, że gdy teraz szarpię ze jeden wręg trzęsie mi się cała łódka i wiem, że nie straci symetrii.

    Nadszedł czas na dziobnicę i tylnicę. Szczerze polecam specjalne brzeszczoty do wyrzynarek do wycinania łuków. Pozwalają one łatwo wyciąć łuk, który będzie w pionie. Unikamy sytuacji, gdy po skończeniu cięcia okazuje się, że musimy jeszcze zeszlifować centymetr drewna aby uzyskać kąt prosty.
       Potem czas na wydłutowanie w dziobnicy i tylnicy wgłębień na poszycie- na zdjęciach widać o co chodzi.
    Jak się okazało, bardzo ważna była ostrość dłuta.
    Pracowałem przeważnie bez młotka, dzięki temu, że co jakiś czas ostrzyłem dłutko na papierze- chyba P800.
    Pracę ułatwiało mi też to, że drewno było prosto słojowe, o słojach gęstych. Raz wyszło lepiej, raz gorzej, ogólnie jestem b. zadowolony z wyników.
    Na szczęście tam, gdzie nie wyszło tak jak powinno przychodzi z pomocą klej-żywica wypełniająca szpary bez uszczerbku na jakości połączenia.

    Ukosowanie wręgów tak, aby w każdym punkcie poszycie przylegało do całej płaszczyzny wręgu od góry (od góry w budowie) robiłem przy pomocy giętkiej listwy imitującej poszycie.
    Na razie (na początku poszywania) wszystko się pięknie wszędzie styka, jak będzie wyżej, zobaczymy. W "razie W" jest nasza kochana żywica. (Planuję oczywiście zrobić łódkę w której główną częścią składową masy będzie drewno, nie klej-wypełniacz : ).

    I rozpoczęło się poszywanie.
    Naciąłem sobie trochę listewek. Mimo że materiał mam naprawdę ładny, to i tak sporo odpada.
    Do tej pory wychodziło jedno łączeniem słomki na długość. Tak chcę ciągnąć do KLW, żeby było ładnie, a pod spodem może być więcej łączeń.
    Robiłem to tak: Zacinałem sobie koniec listewki pod kątem (3dł:1gr). Pomocna była drewniana skrzynka uciosowa, w której wyciąłem nowy kąt. Nie było obawy o to, żeby listewki do łączenia były lustrzanie identyczne).
    Słomki trzeba układać słojami prostopadle do płaszczyzny poszycia - nie zawsze to wychodzi, bo często słoje są w ukosie- patrząc w przekroju poprzecznym listewki.
    Zaczynałem od dziobu. Do tak zamocowanej listewki dopasowywałem drugą, zaczynając od jej trudniejszego końca (tutaj tylnicy, bo drugi koniec - ten do łączenia - zawsze jest ładny ze skrzynki uciosowej). Daje to możliwość więcej niż jednej próby.
    Wydaje mi się, że ta metoda nie zda egzaminu przy większych zaboleniach, będę próbował wtedy łączyć na długości jeszcze przed poszywaniem.
    Chociaż z drugiej strony jeśli ktoś robi kadłub o wiele większy to niemożliwa jest praca z np. 8- metrową listewką, więc musi robić po naszemu "staremu". Zobaczymy, gdy przyjdzie na to czas.

    Przyszedł koniec wakacji i trzeba było przykryć łódkę folią (śnieg, deszcze) - wygląda jak trup.
    Pomyślałem oczywiście o wentylacji, aby nic nie zawilgło od spodu.
    Będąc na święta w domu, byłem na inspekcji- wszystko w porządku.

    PÓKI CO …

    "Mazury pokryte dziś bielą i lodem", Zatoka wprawdzie nie, ale do lata jeszcze trochę, więc łódka musi poczekać cierpliwie.

    PRZY OKAZJI… zareklamuję jeszcze jeden link: http://www.jachty.p-net.pl/galeria/430_spider-duet.html - moja pierwsza wybudowana łódka (ta będzie drugą)- też drewniana, ze sklejki.
    Od GACKA i kilku wspaniałych ludzi- przewodników wszystko się zaczęło.
    Ale to już zupełnie inna historia…

    A ten gość przed stodółką to oczywiście nie ja. To mój ojciec- cięliśmy razem dłuższe deski.

    Tato, dzięki za doradztwo w sprawach techniczno-stolarskich.

    I fotki Janka

    Pomeranka

    Pomeranka

    Pomeranka

    Pomeranka

    Pomeranka

    Pomeranka

    Pomeranka

    Pomeranka

    Pomeranka

    Pomeranka

    Pomeranka

    Pomeranka

    Pomeranka

    Pomeranka

    Pomeranka

    Pomeranka

    Pomeranka

    Pomeranka

    Pomeranka

    Pomeranka

    Pomeranka

    Pomeranka

    Ciąg dalszy budowy (wakacje 2009)



    Witaj Adamie

    Nadeszły wakacje 2009, troszkę trzeba było popracować, trochę popływać, przyjechać na sesję poprawkową do Gdańska i tak na łódkę zostało 2-3 tygodnie.
    Będzie jeszcze końcówka września, którą planuje też wykorzystać.

    Dzięki pomocy i w ogóle pomysłowi pewnego dobrego człowieka łódka będzie miała miejsce w hangarze YK Stal w Gdyni będę mógł ją kończyć. Pozostaje jeszcze kwestia transportu.
    Nie wiem ile jeszcze takich wakacji, w czasie których tyle się dzieje zajęłoby mi dokończenie budowy.

    Na dzień dzisiejszy poszyta jest do ponad 1/3. Transportować chciałem poszytą zupełnie, ale nie wiem czy się wyrobię.

    Moim najnowszym wynalazkiem jest stojak na listewki. Tworzą go przykręcone poziomo do słupów w stodółce deski, z których jedna, ostatnia ma dodatkowe pionowe ograniczenie.
    Umożliwia to po dosunięciu do niego posegregować listewki względem długości, mieć w nich porządek, ułatwić dobór i zmniejszyć ilość odpadów.

    Spostrzeżenie dotyczące poszywania: poprzez wbijanie gwoździa nie na środku listewki, ale bliżej jej wewnętrznej strony jak również sterowaniem kąta wbijania gwoździa (przez sterowanie kątem wiercenia otworu pilotażowego) można uzyskać zamykanie się poszycia.
    Mam na myśli układanie się listewki zgodnie z obłem - przyleganie do krzywizny wręgów.
    Działając odwrotnie będziemy poszycie otwierać.

    Tępienie gwoździ.
    Otwory pilotażowe pod gwoździe wiercę wiertłem fi=1,5 mm, jest ono niestety krótsze niż gwóźdź (45mm).
    Aby uniknąć rozszczepiania tej listewki, w której nie ma już otworu rozbijam młotkiem ostrza gwoździ.

    Pomeranka












    Życzcie mi bezpiecznego transportu przez całą Polskę.
    Aż się palę do pracy widząc wodowanie na wiosnę.
    Jedyne, czego żałuję to spływ Wisłą z Kazimierza Dolnego, który się nie odbędzie, ale nie ma innego wyjścia niż przywiezienie jej tutaj.

    Oto kolejne zdjęcia, Do momentu transportu planowałem poszyć łódkę całkowicie, zabrakło ok. 4 dni.
    Ale generalnie- poszywanie na ukończeniu.

    Dwa błędy, jakie wydaje mi się zrobiłem:

    1.   Skrzynkę mieczową należało zamontować przed rozpoczęciem poszywania.
    W pierwotnym pomyśle miałem ją wykonać po odwróceniu kadłuba, ale przecież jest tam sporo wkrętów mocujących skrzynkę od spodu, no i sama szpara.
    Teraz więc będę się męczył z montażem skrzynki mając utrudniony dostęp.

    2.   Chyba zbyt oszczędzałem na kleju i powstało trochę szpar pomiędzy słomkami. Wprawdzie bez problemu można je wypełnić używając strzykawki, ale pozostaje kwestia polepu kleju, który jest już w tej szparze.
    Szpary w dużej mierze wynikały ze samego cięcia listewek. Robiłem, co mogłem i co umiałem, ustawiałem za i przed piłą kozły podtrzymujące deski, ale piła, jaką dysponuję ma mały stolik także trudno było utrzymać idealnie prostą linię cięcia. No i oczywiście plus a w zasadzie minus moje umiejętności.
    Szacując, łącznie długości cięcia wynoszą ok 2 kilometrów, także myślę, że ten 1 procent doświadczenia na przyszłość mi przybyło.

    W chwili obecnej łódka czeka na dworze na transport. Szczelnie przykryta oczywiście.
    Wydobycie jej ze stodółki wymagało rozebrania części ściany, ale to już przeszłość.














    Następna relacja już z 3miasta.
    PS. Przepraszam za niską jakość zdjęć

    Pozdrawiam,
    Jan

    Część trzecia budowy(jesień 2009)

    Mija miesiąc pracy w Gdyni; robota ruszyła, może nie z kopyta, ale systematycznie krok po kroczku do przodu.
    Spotkałem się z serdecznym przyjęciem w hangarze.
    Obawiałem się reakcji typu: "Co tu młody świrujesz, zagracasz miejsce", a oto wokół sporo życzliwych ludzi, często znających się na rzeczy i służących radą.
    Trochę trwało zorganizowanie się w hangarze (szafka na narzędzia, kółka do helingu, aby łódka była mobilna, kozły do blatu).

    Kilka refleksji o listewkach: Pisałem o przybijaniu listewek - zamykanie/otwieranie poszycia - wszystko to "lipa" bo listewki powinno się fazować, a nie wypełniać klinowate szpary między nimi klejem.
    Jest to ważne, szczególnie, gdy chcemy zachować naturalny wygląd drewna (nie malować na kolor).
    Choć z drugiej strony postępując tak, byłbym pewnie w połowie poszywania.
    Gwoździe powinny być jednak miedziane/ mosiężne a nie ze stali ocynkowanej jakich używałem, chociaż Milewski w "Projektowaniu i budowie jachtów żaglowych" dopuszcza i takie; zobaczymy w eksploatacji czy przez drenaż nie będą przebijać rdzawe plamy.

    Bardzo ważna sprawa: przygotowanie listewek.

    Należy je wstępnie wyciąć na pile (z naddatkami), a później wyrównać na grubościówce/heblarce.
    Uzyskamy w ten sposób słomki o wiele bardziej proste.
    Na pile nie uzyska się idealnych krawędzi, co owocuje potem przy układaniu listew obok siebie w trakcie poszywania szparami, a gorzki to owoc.

    Łódka będzie pokryta laminatem, to wiem na 100%.
    Nie wiem natomiast czy laminat transparentny (przezroczysty) czy też malować ją na kolor. Okaże się to przy szlifowaniu - zobaczymy jak będzie się prezentowało poszycie.
    Jeśli będę malował to na jakąś ciemną barwę: granat, ciemna zieleń, czarny.
    Niewiadomą jest też grubość laminatu, konstruktor podaje 300, zobaczymy ile zostanie z grubości po wyszlifowaniu, ale myślę że bardzo źle nie będzie.

    Z laminowaniem będzie jeszcze jedna checa, a nawet dwie: temperatura i wilgotność.
    Hangar stoi nad wodą, więc wilgotność drewna jest prawdopodobnie duża, być może zbyt duża do laminowania.
    Mogę czekać z laminowaniem do wiosny, ale nie będę mógł wtedy kłaść lakieru, a trzymanie gotowej łódki w stanie surowym nie bardzo mi się podoba.
    Wyjściem z sytuacji jest mróz, wtedy wilgoci nie ma, drewno wyschnie.
    Zakupiłem wilgotnościomierz do drewna, on wiele wyjaśni.
    Wg PRS, Przepisy budowy i klasyfikacji jachtów żaglowych cz. IV -
    Kadłub, laminować powinno się przy najniższej możliwej wilgotności, jednak nie większej niż 15%.
    Temperaturę osiągnę przez skonstruowanie ogrzewanego namiotu z folii.

    Do zakończenia poszywania zostało 20 z prawej i 18,5 cm z lewej burty, czyli kilka listewek i deski "sercówki"- "łezki" w środek.
    Żmudny etap dobiega końca, aby zaczął się następny - szlifowanie.